wtorek, 19 marca 2013

use your eyes, hold someone.

okay, spróbujmy jakoś to wszystko ogarnąć i ubrać w słowa. ostatni tydzień, może trochę więcej.
zaczęło się od tego, że otworzyłam oczy i powiedziałam sobie 'no kurwa nie, nie spieprzę znowu wszystkiego'.
potem poszłam z przyjacielem na piwo.
potem poszłam na randkę z miłym chłopakiem.
potem poszłam na wszystkie ćwiczenia i laboratoria na uczelni.
potem okazało się, że od dłuższego czasu nie biorę.
potem okazało się, że nawet o tym nie myślę.
potem okazało się, że nie mam problemów.
potem okazało się, że nikt nie miał racji.
teraz zabieram się za sprzątanie mieszkania.
teraz wyglądam naprawdę ładnie.
teraz jestem spokojna.
teraz jestem szczęśliwa.

ładne podsumowanie, bardzo radosne, jakby w moim sercu zakwitła wiosna wyprzedzając tę za oknem, która coś słabo sobie radzi.
udało mi się coś, co uważałam za niemalże niemożliwe: jestem normalną dziewczyną i jednocześnie nie zatraciłam w tym wszystkim siebie, dalej potrafię wybuchać głośnym śmiechem, siedząc w centrum handlowym, nie przejmując się spojrzeniami innych ludzi. znalazłam miliony rzeczy, które czynią mnie wyjątkową, nie potrzebuję już narkotyków, żeby sobie to udowadniać.

jak przyjemnie jest dzisiaj.

1 komentarz:

  1. Nigdy nie musiałaś niczego sobie udowadniać.

    OdpowiedzUsuń

archiwum.