o mnie.

kiedyś byłam dolcze, teraz w sumie magda.
nie umiem pisać o sobie, nie lubię się definiować.

ponoć dewiantka.
zdecydowanie nie dewotka.
ponoć nieco despotyczna.

dwadzieścia pięć lat i świat stoi otworem, z małą komplikacją:
trzeba iść boczną trasą, a boczne trasy mają to do siebie, że nie zawsze są łatwe, proste i otwarte.
trzeba, bo szuka się oryginalności, czegoś niebanalnego, w wyniku czego:

oryginalna jak seryjnie produkowane, tanie papierosy.

umyślne nieużywanie wielkich liter.
tak w ramach młodzieńczego buntu.

nałogowo palę papierosy. jedne, jedyne - marlboro zielone.
może stąd też zielony akcent na blogu albo znowu na siłę szukam powodów i odniesień.
w zasadzie to szukam wszystkiego, z problemami na czele.

dlaczego blog?
bo trzeba się wyrażać, a ja wyrażam się słowami.
tak, zdecydowanie: tylko to mi pozostało - słowa.
chyba staram się tu krzyczeć, wrzeszczeć na cały internetowy głos, jak bardzo żałośni są ludzie, jak bardzo żałosne jest moje życie, jak bardzo żałosne jest wyrażanie uczuć.
jak bardzo żałosne jest słowo 'chcieć'.

mam cynamon na powiekach, pod paznokciem i na plecach.
sometimes i feel like screaming.
magda była jak śmierć: śmierć nosi czarny stanik.
ona nie mówi nic, nie mówi ani słowa.
maybe tomorrow i'll find my way home.


z formalności:
cytat w nagłówku zasłyszany gdzieś, kiedyś, a może nawet sam przyszedł mi na myśl.


dziękuję państwu za uwagę.

mały dopisek:
blog ten jest luźnym zapisem moich myśli.
w założeniu miał być pamiętnikiem, a przerodził się w balansowanie na granicy literackiego-czegoś.
nigdy nie umiałam być konsekwentna, bo chyba znowu wracam do pamiętnikowania.

archiwum.